|
W terminie 30.04 - 11.05 2008 r. grupa lekarzy stomatologów
oraz przedstawicieli firm przebywała w Meksyku, na wyjeździe,
który połączył w sobie wiele funkcji.
1 dzień: 30.04.2008
Nareszcie wyruszamy na wymarzony wyjazd do Meksyku. Na początek krótki „skok” do Frankfurtu, a potem prawie 12 godzin w samolocie Being 747 (Jumbo) na trasie Frankfurt – miasto Meksyk. Pierwsze spotkanie z miastem Meksyk było bardzo przyjemne – wszystko co nie było samolotem w tamtej chwili wydawało się nam cudowne. Szybkie zakwaterowanie w hotelu położonym w ścisłym centrum, a potem kolacja, na którą, po zjedzeniu paru posiłków w samolocie nikt nie miał specjalnej ochoty.
2 dzień: 01.05.2008
Po śniadaniu jedziemy na targi stomatologiczne. Od razu duże zaskoczenie – tłumy ludzi czekające na wejście, a wszyscy bardzo młodzi. Nic dziwnego – średnia wieku w Meksyku wynosi 29 lat. Nasz meksykański przewodnik Santiago bardzo sprawnie załatwił wejściówki i już zwiedzamy. Zajęło to znacznie krócej niż było przewidywane w programie, bo targi okazały się mniejsze. Potem, praktycznie każdy na własną rękę zwiedzał miasto Meksyk, chłonął jego atmosferę. My „załapaliśmy” się na pochód pierwszomajowy – w Meksyku też jest to święto i niektórzy demonstrują, ”przechadzając” się w towarzystwie rożnych służb mundurowych po głównej ulicy miasta. Wieczorem wybieramy się na plac Garibaldi, gdzie tłumy Mariachi czekają na gości, którzy zechcieliby posłuchać (oczywiście nie za darmo) ich śpiewu. My idziemy do klubu, gdzie można wypić tequilę (nie jedną), posłuchać Mariachi, obejrzeć kowboja z lassem albo tańczących Indian. Można także samemu potańczyć, co głównie robią Meksykanie, bawiąc się całymi wielopokoleniowymi rodzinami. Jest bardzo przyjemnie.
Wystawa

Miasto Meksyk

3 dzień: 02.05.2008
Plac Trzech Kultur trochę nas rozczarował. Okazało się, że te trzy kultury to kultura prekolumbijska (niestety najmniej pozostałości), hiszpańska i współczesna – z której niestety zostało najwięcej paskudnych „zabytków” - bloków mieszkalnych, choć duże trzęsienie ziemi, które miało miejsce w mieście Meksyk w roku 1985 część z tych „pomników” XX wieku zburzyło.

Bazylika Matki Boskiej z Guadalupe jest drugim co do liczby odwiedzających sanktuarium katolickim na świecie – zaraz po Watykanie. Cały kompleks jest duży, składa się z kościołów i kaplic postawionych po tym, jak Indianinowi Juanowi Diego wielokrotnie ukazała się w grudniu 1531 roku Matka Boska. Niestety, ze względu na niestabilny grunt (miasto Meksyk jest zbudowane na zasypanym jeziorze), cześć starych budowli zaczęła pochylać się i pękać, więc konieczne są bardzo intensywne prace rekonstrukcyjne. Dlatego zbudowano nową bazylikę, w której jest przechowywany cudowny obraz Matki Boskiej z Guadalupe. Wizerunek ten - obok Całunu Turyńskiego - do dziś uchodzi za najbardziej zagadkowy obraz w dziejach świata. Na wielkim placu przed współczesną bazyliką, gromadzą się pielgrzymki, a ponieważ Meksykanie bardzo lubią zaznaczyć hałasem swoją obecność, to wszyscy używają bardzo głośnych instrumentów – my widzieliśmy tylko dwie równoległe pielgrzymki, ale na pewno często jest ich więcej i chyba wtedy trzeba mieć koniecznie stopery do uszu.
Oczywiście wszyscy zakupili pamiątki z Sanktuarium, które jeszcze dodatkowo zostały poświęcone przez księdza.  
Kolejny punkt programu to wizyta w prehiszpańskim „mieście bogów” Teotihuacan. Przed zwiedzaniem kompleksu jedziemy jeszcze do centrum obsydianu, czarnego kamienia wulkanicznego, gdzie mamy pokaz obróbki tego bardzo charakterystycznego kamienia i krótką prelekcję na temat sposobu uzyskania napojów pulque i tequili z agawy. Wyroby z obsydianu są naprawdę wspaniałe, tylko koniecznie należy się nauczyć odróżniać je od podróbek, których nie brakuje.
Teotihuacan to jedno z największych miast starożytnego Meksyku, w którym przetrwały dwie olbrzymie piramidy, piramida Słońca i piramida Księżyca, to miasto kultury Tolteków, Olmeków i Azteków. Całość zbudowana jest wzdłuż Alei Zmarłych, usytuowanej na osi północ-południe. Aleja o szerokości ok. 40,0 m i długości ponad 2,0 km ciągnęła się od Piramidy Księżyca aż do Cytadeli. Wzdłuż niej usytuowano wiele świątyń oraz Piramidę Słońca.
Dwie piramidy: Piramida Słońca o długości podstawy 225,0 m x 207,0 m i wysokości 65,0 m oraz Piramida Księżyca (150,0 x 120,0 x 43,0 m) to najstarsze budowle tego kompleksu. Na obydwie piramidy prowadzą strome i wysokie stopnie, które pokonaliśmy mimo panującego upału, aby następnie nabrać energii do życia wyciągając ręce ku słońcu.
Oczywiście w całym kompleksie nie brakuje sprzedawców wszelkiego rodzaju pamiątek, w tym bardzo tandetnych np. z glinki zamiast obsydianu.
Teotihuacan jest miejscem, gdzie czuję, że naprawdę jestem w Meksyku. Szkoda, ze niewiele wiadomo o pochodzeniu tego miejsca, o tym kto tak naprawdę je zbudował i jacy ludzie tam żyli. Uważa się, że spadkobiercami kultury Teotihuacan są Toltekowie i Aztekowie i być może kiedyś dowiemy się więcej, bo duża część tego kompleksu pozostaje wciąż nieodkryta.
Po zwiedzaniu pojechaliśmy na obiad, podczas którego dowiedzieliśmy się, że dwójka uczestników naszego wyjazdu właśnie się zaręczyła. Oczywiście odśpiewaliśmy im „Sto lat” ku dużemu zdumieniu Meksykanów tam się znajdujących.
Teotihuacan



4 dzień: 03.05.2008
Kolejny dzień zwiedzania Miasta Meksyk rozpoczęliśmy od wizyty na placu Zocalo i zwiedzaniu pałacu prezydenckiego. W pałacu tym, jeden z najbardziej znanych meksykańskich malarzy Diego Riviera ozdobił ściany, tworząc tzw .murale i przedstawił na nich historię Meksyku – od czasów prekolumbijskich aż do lat 40 XX wieku. Murale, czyli malowidła naścienne są bardzo charakterystyczne dla Meksyku, ta forma wyrazu jest bardzo specyficzna, ale bardzo imponująca. Nasz przewodnik Santiago przez dość długi czas opowiadał nam te elementy historii Meksyku, które zostały tam uwidocznione. A poza tym całkiem fajnie jest zwiedzać pałac urzędującego prezydenta kraju.
Następnie zwiedziliśmy katedrę – wielką barokową budowlę, której frontowe drzwi otwierają się dla wiernych raz do roku (na codzień trzeba wchodzić przez boczne). Przy Katedrze stoi pomnik Papieża Polaka, który w Meksyku był wiele razy i jest tam tak samo poważany jak w Polsce. Wędrując dalej po mieście natknęliśmy się na paradę młodzieży – okazało się, że 30.04 był dzień dziecka, którego świętowanie przełożono na sobotę 2.05, a obchody polegały na tym, że młodzi Meksykanie z różnych szkół, ubrani w kolorowe mundurki, w takt swoich orkiestr (głównie bębny i instrumenty dęte) maszerowali jedną z głównych ulic Meksyku, pokazując swoje umiejętności w zakresie ćwiczeń akrobatyczno-gimnastycznych, gry na rożnych instrumentach i robieniu mnóstwa… hałasu. Następnym punktem programu było zwiedzanie Muzeum Antropologicznego z najbogatszymi zbiorami sztuki prekolumbijskiej. Zdołaliśmy zwiedzić tylko najważniejsze sale, a i tak głowy nam „dymiły” od wiedzy o Olmekach, Toltekach, Aztekach i Majach. Muzeum jest miejscem bardzo ciekawym, zawiera wiele eksponatów, w tym część odtworzonych w ich warunkach naturalnych (pomiędzy drzewami i zaroślami jak w prawdziwej dżungli), a także grobowiec króla Pakala przeniesiony z piramidy w Palenque, oryginalny kalendarz Azteków, podstawy i części piramid z Teotihuacan, charakterystyczne głowy Olmeków – wymieniać można praktycznie bez końca.


Z muzeum udaliśmy się do Xochimilco, zadowoleni, że czeka nas prawie dwugodzinna jazda autokarem (ach te nogi, gdyby tak nie bolały w muzeum). Dzielnica Xochimilco to podobno dzielnica ogrodów na wodzie, gdzie w bajecznie kolorowych łodziach pływa się po kanałach przy dzwiękach Mariachi. Ogrodów nie widzieliśmy, Łodzie były bardzo jarmarczne, Mariachi znudzeni, handlarze pamiątkami nachalni i jedynie tequila i obiad na łodzi były dobre. Nie rekomendujemy tego punktu programu kolejnym zwiedzającym – szkoda czasu, a tequila jest w Meksyku wszędzie.
Wieczorem pojechaliśmy do lokalnej meksykańskiej knajpy trochę poszaleć na parkiecie.
Xochimilco


5 dzień: 04.05.2008
Cuernavaca, będąca podobno miastem wiecznej wiosny i wypoczynku po zgiełku miasta Meksyk, rozczarowała nas. Kościół, fort Corteza i plac – jak ktoś ma dużo czasu w Meksyku - to może obejrzeć, ale przy krótkim pobycie lepiej omijać to miasto.
Natomiast słynące z wyrobów jubilerskich miasto Taxco jest zdecydowanie warte zobaczenia. Na początek, jeszcze przed wjazdem do miast, wizyta w oficjalnym sklepie, oficjalnej kopalni srebra i pokaz jak odróżniać co jest srebrem wysokiej próby a co jest tylko stopem z lekką domieszką srebra. Oczywiście była tam możliwość zakupienia różnych wyrobów ze srebra, choć po cenach bardzo zbliżonych do polskich. Po dotarciu do samego miasta Taxco wsiadamy w bardzo rozklekotane, białe volkswageny garbusy, i wąskimi, krętymi uliczkami, cały czas na jedynce /przeżycia jak z XIX-wiecznej kolejki górskiej/ jedziemy na taras widokowy, z którego rozpościera się piękny widok na miasto.
Następnie schodzimy w dół, przed wspaniały barokowy kościół z różowego kamienia, dookoła którego znajdują się sklepy, sklepy, sklepy i jeszcze raz sklepy z wyrobami ze srebra, a także wszystkimi innymi pamiątkami dla turystów.
Czas wolny każdy spędza jak chce, zwiedzając, kupując wszystko co się da, siedząc w knajpce lub obserwując życie mieszkańców. Wracamy do miasta Meksyk wieczorem, po bardzo dobrym obiedzie w Taxco.

6 dzień: 05.05.2008
Rano wyjeżdżamy z Miasta Meksyk w stronę Puebla. Po drodze stajemy w miejscu widokowym i podziwiamy dwa wulkany Iztacihuatl („Śpiąca kobieta), wygasły i Popocatepetl zwany pieszczotliwie Popo, ciągle czynny i groźny. Niestety przejrzystość powietrza nie jest zbyt duża. Pueblo, „Miasto Aniołów” jest najbardziej hiszpańskim miastem w Meksyku. Akurat trafiamy na święto, rocznicę bitwy pod Puebla, która miała miejsce w XIX wieku, kiedy Meksykanie obronili się przed Francuzami. Oczywiście z tego powodu jest wielka parada w mieście, jak zwykle dużo hałasu, bębnów, poprzebieranych ludzi. Zwiedzamy przede wszystkim kaplicę w kościele Św. Dominika, która jest przejawem absolutnego nadmiaru złoceń w stylu, który jest możliwy tylko w Meksyku. Potem idziemy na targ/bazar, na którym można zakupić ceramikę charakterystyczną dla tego regionu zwaną talavera. Następnie jedziemy do Cholula. Znajduje się tam piramida z tunelem archeologicznym, na szczycie której zbudowano kościół. Zwiedzamy także pobliski wiejski kościółek w Tonantzitlan, przykład tzw. baroku indiańskiego. Przejazd do Veracruz, znanego miasta portowego w Meksyku zajmuje nam dużo czasu, a góry, z których zjeżdżamy (Miasto Meksyk leży na wysokości około 2.200 m) są naprawde piękne. Nad morze docieramy wieczorem, głodni i zmęczeni, stąd nasz spacer po mieście jest bardzo krótki. Część uczestników jedzie jeszcze po kolacji na główny plac miasta, napić się tequili, posłuchać muzyki i popatrzeć na życie nocne Veracruz, inni spacerują po nadmorskim bulwarze, potem wszyscy idą spać, bo następnego dnia czeka nas wczesne wstawanie.


7 dzień: 06.05.2008
Dzień zaczyna się niezbyt szczęśliwie, okazuje się, że jedna osoba nie dostała swojej walizki. Standardowo walizki są wystawiane przed pokój, zabierane przez obsługę hotelu, liczone, pakowane do autokaru, potem w następnym hotelu wyjmowane z autokaru, liczone i przenoszone przez kolejną obsługę do naszych pokoi. Okazuje się, że wszystkie walizki przyjechały, ale jedna nie dotarła do pokoju. Obsługa hotelu jakoś bardzo długo nie może zrozumieć, że prawdopodobnie walizka została zostawiona w innym pokoju, na przykład pustym i dlatego nie można jej znaleźć. Uważa, że powinniśmy sprawdzić nasze pokoje, co robimy, ale oczywiście, jak było wiadomo z góry, walizki nie znajdujemy. Po długich dyskusjach dostajemy listę pokoi, w których są inni goście i tam, długo i bezskutecznie szukamy walizki. Biuro podróży proponuje, żeby jechać, a w Palenque odkupić rzeczy, na co nasza uczestniczka dostanie od nich pieniądze. Ona się nie godzi na takie rozwiązanie i chce czekać na policję. Ma z nią zostać pilot grupy, a my mamy jechać dalej. Po ponad godzinie szukania, debat, zastanawiania się i oczekiwania na policję nagle walizka znajduje się – podobno była w pokoju gościa, który spał i nie za bardzo kojarzył o co chodzi. Wygląda to dość nieprawdopodobnie, ale najważniejsze, że walizka jest i że możemy ruszyć w dalszą drogę. Do Palenque jedziemy najszybciej jak się da, praktycznie bez przystanków, ale i tak nie mamy szans, żeby tego dnia zwiedzić kompleks piramid. Przyjeżdżamy więc do hotelu i mamy trochę wolnego czasu. Hotel jest bardzo urokliwy, z basenem, w którym rozgrywamy mecz piłki siatkowej i przy którym sączymy drinki. Jedna z uczestniczek ma urodziny, więc z tej okazji ląduje w ubraniu w basenie, tam jest przez chwilę podrzucana, a potem mianowana Mrs Mokrego Podkoszulka. Wieczorem stawia nam wino do kolacji, a my jej śpiewamy „Sto lat”, ku uciesze meksykańskiej obsługi. Nocne pływanie i rozmowy przy basenie ciągną się długo, bo aż do 2.

8 dzień: 07.05.2008
Z samego rana jedziemy zwiedzać kompleks Palenque, miasto Majów ukryte w tropikalnej puszczy, najbardziej frapujący ośrodek ich kultury, wpisany w 1987 roku na listę światowego dziedzictwa Unesco.
Wśród ruin Palenque największą sensacją stała się Świątynia Inskrypcji. Zbudowana została na piramidzie schodkowej o wysokości 16,0 m złożonej z dziewięciu stopni. Wejścia do niej mieszczą się pomiędzy sześcioma filarami ozdobionymi dawniej postaciami wykonanymi ze stiuku. Po obu stronach wejścia wykuto 620 hieroglifów, od nich pochodzi nazwa świątyni. Stromy dach świątyni zwieńczony był ażurowym "grzebieniem". 
Ponadto najważniejsze zabytki to:
- Świątynia Hrabiego;
- Świątynie Krzyża, Słońca i Ulistnionego Krzyża – położone na piramidzie schodkowej zostały zbudowane najprawdopodobniej przez następców króla Pakala, którego grobowiec został przeniesiony do Muzeum Antropologicznego w Mieście Meksyk;
- Ruiny pałacu – stanowią kompleks kilku budynków i trzech dziedzińców wzniesionych na przestrzeni życia wielu pokoleń, na sztucznej, szerokiej platformie. W skład zabudowań pałacowych wchodzi też czterokondygnacyjna wieża;
- boisko do gry w pelotę;
 Kompleks jest rzeczywiście niesamowity, można by po nim chodzić i chodzić i napawać się jego atmosferą. Spacerując po nim prawie przenosimy się w czasie, wyobrażając sobie Majów, którzy go zbudowali, w nim żyli i pracowali. Oczywiście współcześni Majowie też tu pracują, sprzedając turystom pamiątki, ale w przeciwieństwie do innych napotkanych wcześniej sprzedawców pamiątek, mają w sobie jakąś godność, nie są nachalni, nie narzucają się – chcesz coś kupić to kupuj, nie chcesz – to nie.
Kompleks nie jest jeszcze do końca zbadany, wiele zabytków kryje okalająca go zewsząd dżungla i może kiedyś będziemy mieli je okazję zobaczyć. Droga do autokaru prowadzi nas wąską ścieżką pośród wysokich drzew tropikalnych i zarośli, gdzie co chwilę napotykamy kolejne ruiny różnych budowli.
Tak naprawdę to bardzo dobrze się stało, że zwiedzamy ten kompleks rano, zaraz po otwarciu – jest chłodniej, mniej ludzi, jest bardziej tajemnicza atmosfera. Poza tym mamy jednak trochę więcej czasu. Nie można tego pięknego i tajemniczego miejsca „przebiec” w godzinę, nawet te dwie i pół godziny jakie tam spędziliśmy wydają się stanowczo za krótkie.
Palenque jest zdecydowanie jednym z najciekawszych miejsc w Meksyku, jakie widzieliśmy.
Nastepnie jedziemy do kolejnego miasta Majów – Uxmal. I tu okazuje się, ze nasz kierowca nie oszacował dobrze czasu przejazdu, droga miała trwać około 5 godzin, czyli tak że jeszcze zdążylibyśmy zwiedzić Uxmal, Niestety okazuje się to być niemożliwe, więc akceptujemy nowy plan – zatrzymamy się na trochę w Campeche, mieście forcie (oczywiście fort otacza starą cześć miasta), trochę pozwiedzamy, a następnie udamy się do Uxmal na wieczorne widowisko „Światło i dźwięk”. Starówka Campeche rzeczywiście zachowała tradycyjny charakter, mury ją otaczające są ciekawe, można po nich pospacerować. Widowisko „Światło i dźwięk” w Uxmal jest dość monotonne –zmienia się tylko światło, oświetlając na kolorowo rożne części kompleksu w rytm odtwarzanej z taśmy opowieści.. Zdecydowanie brakuje występów żywych aktorów. Jeśli ktoś rozumie tekst (tłumaczony elektronicznie na kilka podstawowych języków, m.in. angielski) to przynajmniej wie o co chodzi, ale dla pozostałych widowisko to jest zbyt mało czytelne i za bardzo statyczne.
Niestety tylko na tyle mamy czas w Uxmal, a poza tym nocą nie da się zwiedzić całego kompleksu, a szkoda. Potem jedziemy do Meridy i tam nocujemy.

9 dzień: 08.05.2008 Chichen Itza (Ś, K)
Rano mamy spacer po Meridzie, zwiedzamy pałac pani gubernator, w którym znajdują się malowidła ścienne przedstawiające historię podboju Meksyku przez Hiszpanów i wszystkie inne ważne wydarzenia. Warto także odwiedzić katedrę. W Meridzie można kupić bardzo ciekawe hamaki oraz kapelusze typu panama, które się nie gniotą.
Nastepnie jedziemy do najbardziej znanego kompleksu budowli Majów w Chichen Itza. Dojeżdżamy w największy skwar, temperatura dochodzi do 40 stopni, na całe szczeście od czasu do czasu wieje wiatr i słońce zachodzi za chmury. W Chichen Itza niestety są tłumy turystów oraz sprzedawcy pamiątek ,stąd atmosfera tego miejsca bardzo daleko odbiega od tego co widzieliśmy w Palenque. A szkoda.
Chichén Itzá - prekolumbijskie miasto założone przez Majów na półwyspie Jukatan (Meksyk) około 450 r. Największy jego rozwój datowany jest na X – XI wiek. W wieku XIII miasto straciło na znaczeniu, a w XV zostało opuszczone. Nazwa pochodzi od dwóch świętych zbiorników, przy których zostało ono założone (nazwa Chichén Itzá znaczy Źródła Ludu Itzá).
Znajduje się tu m.in.
- największe na terenach Mezoameryki boisko do gry w pelotę (o długości 150,0 m)
- El Castillo – świątynia Kukulkana (Świątynia Zamek) – wzniesiona na piramidzie schodkowej złożonej z dziewięciu tarasów. Schody prowadzą na szczyt piramidy z czterech stron, każdy bieg ma 91 stopni (razem 364 stopnie), 365 stopień (czyli ilość dni roku słonecznego) stanowi wejście do świątyni
- Świątynia Wojownika ,w której zastowano filary zbudowane w kształcie Pierzastych Węży oraz postaci wojowników oraz rzeźby wpół leżących postaci.
- El Caracol – czyli Ślimak to okrągła wieża o wysokości 12,0 m i średnicy 6,7 m zbudowana na dwóch tarasach. Wewnątrz umieszczono spiralną klatkę schodową prowadzącą do górnej komory. Jej okna zostały umieszczone promieniście. Stąd przypuszczenie o zastosowaniu wieży do obserwacji astronomicznych.
 W 1988 roku stanowisko archeologiczne w Chichén Itzá wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zaś 7 lipca 2007 obiekt został ogłoszony jednym z siedmiu nowych cudów świata.
Nastepnie jedziemy do pobliskiej cenoty. Cenoty to największy system jaskiń na świecie, częściowo otwartych u góry. Wydrążone w wapiennym podłożu komory i korytarze ciągną się kilometrami, wypełnione są one zarówno wodą słodką jak i słoną. W niektórych jaskiniach przejrzystość wody sięga 80 a nawet 100 metrów. Ta przy której się zatrzymujemy jest mała, ale kąpiel w niej jest naprawdę wspaniała, nad głowami kąpiących się ciągną się na wysokość około 20-25 metrów ściany, które pod wodą mają kolejne 30m. Poprzez otwór w górze wpada światło słoneczne, tworząc smugi, które z kolei odbijają się w wodzie. Efekt fantastyczny. Po bardzo dobrym lunchu jedziemy do Playa del Carmen, znanego ośrodka turystycznego na Riviera Maya. Hotel nad samym morzem, z basenem, barem przy basenie czynnym 24 godziny, serwującym drinki za darmo (w ramach opcji all-inclusive”), świetnym jedzeniem serwowanym w bufecie i 2 restauracjach to jest to, czego wszystkim potrzeba po przejechaniu prawie 3000 km po Meksyku.
10 dzień: 09.05.2008
Plaża, basen, morze, zwiedzanie uroczego Playa del Carmen, znowu plaża, basen, morze - jakoś nie ma chętnych na wycieczki fakultatywne. Dobre jedzenie, drinki w nieograniczonych ilościach, słońce w nadmiarze (co było widać po paru osobach następnego dnia) – czyż trzeba więcej? Tylko szkoda, że tak krótko. Wieczorem jeszcze spacer po Playa del Carmen i ostatnie zakupy - prezenty dla bliskich, którzy pozostali w Polsce.


11 dzień: 10.05.2008
To już ostatnie chwile wypoczynku, jeszcze raz morze i fale, plaża, basen i trochę ćwiczeń w basenie. Ostatni lunch, a potem już tylko przejazd na lotnisko w Cancun i lot do Miasta Meksyk, Frankfurtu i Polski.
12 dzień: 11.05.2008 |